GŁOS NGO
2011-06-30
Dialog społeczny po opolsku
Głos organizacji pozarządowych podczas konsultacji społecznych wciąż
jest niewielki. Przedstawiciele administracji publicznej wciąż nie
doceniają roli trzeciego sektora, a same NGO-sy nie są świadome swojej
wartości.Nagłe pojawienie się budowlańców w okolicy, niespodziewana
modernizacja obiektów, czy znikające drzewa, to tylko kilka przykładów
działań budzących zaniepokojenie wśród okolicznych mieszkańców. Próby
zdobycia namiastki wiedzy na temat inicjatyw podejmowanych przez firmy i
instytucje w naszym bezpośrednim sąsiedztwie najczęściej rozbijają się o
zdanie: „konsultacje społeczne już były”. Z drugiej strony, nawet jeśli
mieszkańcy lub organizacje pozarządowe podejmą się trudu uczestnictwa w
procesie współdecydowania o rozwoju ich okolicy, to spotykają się z
przykrym i zniechęcających doświadczeniem konsultacji społecznych. Ten
proces, a w zasadzie spotkanie informacyjne dla zainteresowanych stron
przedstawia Krystyna Słodczyk: „Zebranie trwało długo, najważniejsze
sprawy przedstawiano na końcu, zainteresowanych było mało, zaczęło się
od narzekania, potem parę ludzi mówiło niemerytorycznie, ale im nie
przerywano, wyjaśnienia wątpliwości były mgliste, a w końcu wszyscy
opuścili lokal niezadowoleni, z poczuciem straconego czasu” - pisze
ekolożka na stronie internetowej www.eko.opole.pl.
Konsultacje – co to jest?
Na potrzeby poniższej publikacji warto rozszyfrować na starcie sam
termin konsultacji społecznych. Według różnych definicji, to proces,
podczas którego przedstawiciele władz (wszystkich szczebli)
przedstawiają społeczności lokalnej swoje zamiary dotyczące inwestycji
lub innych przedsięwzięć, które będą miały wpływ na ich życie i
otoczenie. Działania konsultacyjne nie ograniczają się jednak tylko do
przedstawienia planów, ale mają również umożliwić inicjatorom tego
procesu wybór optymalnego rozwiązania, uwzględniającego możliwie
najwięcej postulatów zainteresowanych stron. Powinno się to sprowadzać
do sytuacji w której mieszkańcy i/lub za ich pośrednictwem organizacje
pozarządowe od samego początku są traktowani jak równorzędny partner
rozmów i procesu podejmowania decyzji. Niejednokrotnie wypracowany
wspólnie kompromis i zgoda strony społecznej np. na inwestycję
poprzedzona zostaje wypracowaniem konsensusu i serią ustępstw, bądź
dodatkowych działań za cenę przyzwolenia społeczności lokalnej na
realizację zamierzonych planów. Tak wygląda proces konsultacji
społecznych od strony teoretycznej. Warto jednak zwrócić uwagę na to, w
jakim stopniu powyższa definicja znajduje odzwierciedlenie na opolskim
gruncie.
Sortownia – wyjście z patowej sytuacji
Stowarzyszenie Technologii Ekologicznych Silesia (Tomasz Wolny –
prezes) uczestniczy w postępowaniach środowiskowych, w tym głównie
związanych z gospodarką odpadami w naszym mieście. Często reprezentuje
stronę społeczną podczas konfliktu z inwestorem i miastem. Tak było w
2010 r., gdy mieszkańcy zaczęli protestować przeciwko rozbudowie
sortowni w dzielnicy Nowa Wieś Królewska. Taką inwestycję zakładał plan
zagospodarowania przestrzennego przygotowany przez ratusz. Mieszkańcy
dzielnicy od 2009 roku protestowali przeciwko temu pomysłowi, ale do
planu nie wnieśli żadnych zastrzeżeń, choć mieli takie prawo. Chodziło o
sortownię śmieci firmy Remondis. Ta, która aktualnie funkcjonuje przy
Al. Przyjaźni, jest zbyt mała - zajmuje około 300 m kw. i rocznie
przerabia blisko 5 tys. ton śmieci. W planach firmy Remondis było
powiększenie sortowni o 2 tys. m kw. Ale inwestycja nie spotkała się z
aprobatą okolicznych mieszkańców. Mieszkający w tej dzielnicy opolanie
obawiali się większych uciążliwości związanych z samochodami, które
przyjeżdżają z odpadami. Według nich po rozbudowie instalacji ruch aut
przez część dzielnicy miał się zwiększyć. „Aleja Przyjaźni w żaden
sposób nie nadaje się do puszczania tamtędy ciężkiego transportu, już
teraz jest zniszczona” - przekonywała Justyna Sopa, szefowa rady
dzielnicy NWK. Dodatkowo mieszkańcy obawiali się uciążliwości związanych
z przykrym zapachem odpadów.
Problem w tym, że na etapie przygotowania planu zagospodarowania
nikt z zainteresowanych mieszkańców nie zgłosił zastrzeżeń. Według
informacji ratusza plan był wyłożony od 17 listopada do 15 grudnia 2009
r. Każdy mógł go zobaczyć i przedstawić swoje uwagi. Niestety, nikt się
jednak do urzędu miasta nie zgłosił, więc władze miasta proces
opracowywania planu zakończyły. Mieszkańcy z kolei przekonywali, że czas
konsultacji społecznych przypadł na czas formowania się rady dzielnicy.
„Szkoda, że nikt z ratusza nie poinformował nas o tym, że wyłożono plan
zagospodarowania przestrzennego” - mówiła Sopa. Sytuacja zrobiła się
patowa, gdy radni po lobbingu mieszkańców zmienili plan zagospodarowania
przestrzennego, który taką inwestycję przewidywał. W tym momencie
pojawili się na scenie działacze ze Stowarzyszenia Silesia, poproszeni
przez mieszkańców o wsparcie. Celem ekologów było załagodzenie konfliktu
i w najlepszym wypadku zamiana planów rozbudowy sortowni na
ogólnodostępne centrum recyklingu, czyli miejsce, gdzie wystawione
zostaną kontenery a mieszkańcy będą mogli za darmo oddawać posegregowane
śmieci. Ekolodzy szybko zaangażowali się w proces konsultacji
społecznych. Podczas spotkań z mieszkańcami wyjaśniali pozytywne i
negatywne strony inwestycji, szukali kompromisu. Zorganizowali nawet
okrągły stół, czyli spotkanie wszystkich zainteresowanych stron w tej
sprawie. Wcześniej przygotowali dla miasta, firmy Remondis i mieszkańców
tzw. pakiet negocjacyjny, przygotowujący do rozmów. „Na początku
występowaliśmy w imieniu mieszkańców. Już na starcie okazało się, że
komunikacja na linii inwestor – miasto – opolanie prawie wcale nie
funkcjonuje, a wiedza dotycząca inwestycji i jej skutków jest śladowa.
Należało to zmienić i wzięliśmy ten ciężar na siebie. Gdy na horyzoncie
pojawiła się wizja porozumienia, ewoluowaliśmy z roli adwokata
mieszkańców w arbitra wszystkich zainteresowanych stron. Sprzyjał nam
fakt, że mieszkańcy mieli do nas więcej zaufania, jako organizacji
społecznej, niż pozostałych stron” - mówi Wolny. Ostatecznie sprawa
zakończyła się porozumieniem i decyzją o przeniesieniu budowy sortowni z
Al. Przyjaźni na ul. Podmiejską, przy Zakładzie Komunalnym.
Rozbudowa wysypiska – finał jeszcze nieznany
Bezcenne przy tej okazji okazało się doświadczenie ekologów i ich
znajomość procesu konsultacji społecznych wyniesiona z uczestnictwa w
podobnych postępowaniach w innych częściach Polski. Aktualnie
organizacja jest zaangażowana m.in. w rozbudowę miejskiego składowiska o
system do zagospodarowania odpadów biodegradowalnych. To inwestycja
niezbędna dla Opola, bo wymagana przez UE. Wspólnota naciska, by jak
największa liczba odpadów była zagospodarowana i wykorzystywana np. jako
paliwo alternatywne. Ale pomysł stworzenia przy Zakładzie Komunalnym
instalacji do przerobu bioodpadów budzi ogromne zastrzeżenia i niepokoje
ze strony mieszkańców okolicy wysypiska. Opolanie przekonują, że są
przez miasto traktowani niepoważnie, a ulica, przy której mieszkają jest
„rozjeżdżana przez samochody ciężarowe”. Dodatkowo, mieszkańcy skarżą
się na uciążliwy odór z wysypiska. Ratusz broni się, przekonując, że
inwestycja jest niezbędna do realizacji zadań związanych z gospodarką
odpadami. Jeśli instalacja nie powstanie na czas, to opór mieszkańców
może skutkować zamknięciem wysypiska i nałożeniem na Opole kar
finansowych z tytułu niewypełnienia przewidzianych przez UE norm. Ceną
zgody mieszkańców na inwestycję jest budowa alternatywnej drogi do
wysypiska i rewitalizacja ich okolicy. Kłopoty związane z porozumieniem
na tej płaszczyźnie są spowodowane jakością konsultacji społecznych. Z
jednej strony Zakład Komunalny naciska, by mieszkańcy zaakceptowali
inwestycję, a z drugiej strony strona społeczna stara się podczas
konsultacji społecznych uzyskać jak najwięcej korzyści, bez szukania
zrozumienia dla inwestycji. Zarówno z jednej, jak i drugiej strony
brakuje zrozumienia. Patową sytuację starają się rozwiązać ekolodzy z
Silesii, angażując się w proces konsultacji społecznych, monitorując
sprawę i przedstawiając zarówno mocne, jak i słabe strony inwestycji.
Bezcenne w tej sprawie okazują się zarówno spotkania dotyczące
omawianego tematu, aranżowane przez radę dzielnicy i ekologów, jak i
imienne listy wysyłane do mieszkańców. Finał tej sprawy wciąż jeszcze
przed nami, ale dzięki zaangażowaniu w proces konsultacji społecznych
organizacji pozarządowej znalezienie porozumienia wydaje się być o wiele
bardziej prawdopodobne.
BIP (dez)informuje
Istotnym przykładem ograniczania do minimum kwestii konsultacji
społecznych, a właściwie ich marginalizowania na gruncie opolskim jest
kwestia Biuletynu Informacji Publicznej. Chodzi tutaj głównie o sprawy
związane z wnioskami i pozwoleniami na wycinkę drzew w Opolu. Niejasne,
nieczytelne i wadliwe wpisy w internetowym BIP-ie nagłaśnia m.in.
Fundacja OFF Kobiety na rzecz Społeczeństwa Obywatelskiego, czy opolski
okręg Ligi Ochrony Przyrody. Przeszukując witrynę nie sposób znaleźć
kompletu informacji związanych z planowaną wycinką drzew, bo wpisy
ograniczają się do lakonicznej notatki bez konkretnych danych. I tak,
gdy pojawia się wniosek o wycinkę drzew, to brakuje w nim nie tylko
informacji o ich dokładnej lokalizacji, ale również konkretnych liczb.
Wpisy pojawiają się z opóźnieniem, a w kilku wypadkach ich zwyczajnie
brakuje. To znaczy, że są przypadki, gdy wycina się drzewa bez
jakiejkolwiek wzmianki na ten temat. Jak podkreślają organizacje
pozarządowe, taka sytuacja uniemożliwia składanie uwag i ewentualne
zablokowanie wycinki. Co ciekawe, na zapytanie mediów o liczbę i rodzaj
wycinanych drzew w ciągu ubiegłego roku i lat poprzednich, po dwóch
miesiącach ratusz odpowiada, że żądane informacje udostępni pod
warunkiem uiszczenia opłaty rzędu 700 zł. Tymczasem w innych miastach
(m.in. w Krakowie, Kędzierzynie- Koźlu, Brzegu, czy Gliwicach) roczne
podsumowania dotyczące wycinki drzew są ogólnodostępne, bądź
udostępniane od ręki.
Betonowy potwór poskromiony
Ciekawa z perspektywy konsultacji społecznych i warta głębszej
analizy jest sprawa koncepcji budowy parkingu nad brzegiem Odry z 2009
r. Według założeń ratusza parking na blisko 300 samochodów miał stanąć
na międzywału Odry po obu stronach mostu Piastowskiego w Opolu. Jak
prognozowali autorzy pomysłu, parking ciągnąłby się od mostu na ul. Nysy
Łużyckiej do mostu kolejowego. Radni miasta przeznaczyli nawet 100 tys.
zł na wykonanie projektu inwestycji. Budowa miała ruszyć w pierwszym
kwartale 2010 roku, a zakończyć się miała latem.
Pomysł spotkał się jednak z negatywną reakcją opolskich organizacji
pozarządowych i części mieszkańców. Zawiązała się nawet koalicja
sprzeciwu wobec budowy tego obiektu pod nazwą "Odra U-rzeka parkingami".
Do grupy kilku opolskich organizacji non profit, które zawiązały sojusz
w sprawie parkingu, z czasem zaczęły dołączać następne, a sympatie
wobec działań aktywistów sygnalizowali nie tylko zwykli mieszkańcy
miasta, ale również przedstawiciele instytucji publicznych i działacze
społeczni. Głos w sprawie projektu budowy parkingu wyraziły m.in.
organizacje ekologiczne, rowerowe, animatorzy kultury i społeczeństwa
obywatelskiego, wykładowcy akademiccy, politycy z prawej i lewej strony
sceny politycznej oraz opolscy architekci. Inicjatorzy protestu
zorganizowali również piknik dla opolan nad Odrą, w miejscu planowanej
inwestycji, pokazując jak ogromny potencjał posiada nadbrzeże rzeki.
Dodatkowo warunki w sprawie budowy parkingu postawił Regionalny Zarząd
Gospodarki Wodnej w Opolu. Uznał, że budowa parkingu w tym miejscu nie
jest dobrym pomysłem. Postawił też kilka warunków. Miasto musi rozwiązać
problem odprowadzania wód ściekowych z parkingu, zbudować przejście
przez wały i starać się o decyzję środowiskową przy budowie. Warte
przytoczenia są również słowa Stanisława Tyki, dyrektora Miejskiego
Zakładu Komunikacji, który na łamach "Gazety Wyborczej" w Opolu mówił
m.in.: "Przeciwnicy takich projektów zawsze się znajdą, ponieważ Polacy
są społeczeństwem roszczeniowym". Ta wypowiedź również wzbudziła falę
niezadowolenia i pokazała zdaniem aktywistów, rzeczywisty stosunek
miasta do głosów społeczeństwa. „Tą wypowiedzią pan Tyka obraził
wszystkich opolan. To PRL-owskie zachowanie, które pokazuje, że to
miasto nie potrafi rozmawiać z organizacjami pozarządowymi” - komentował
Marcin Ociepa, szef stowarzyszenia Horyzonty na łamach „Gazety”. Głos w
tej sprawie zabrała również Krystyna Cieszyńska, jedna z pierwszych
animatorek aktywności społecznej w Opolu po 1989 r.: „Pomysł parkingu
nad Odrą jest przerażający. Jestem pozytywnie zaskoczona, jak wiele
organizacji pozarządowych zdecydowało się mimo wakacji zabrać głos w tej
sprawie. To wielka wartość dla miasta, które powinno dbać o to, by te
organizacje miały poczucie potrzeby istnienia, i podejmować z nimi
dialog. W pełni popieram ten protest” - mówiła Cieszyńska. Co ważne,
inicjatorzy protestu na własną rękę z pomocą opolskich socjologów
przeprowadzili nawet sondaż wśród mieszkańców. Badania pokazały, że
przeciwko tej inwestycji jest ok. 60 procent respondentów. Silne lobby
organizacji pozarządowych sprawiło, że miasto wycofało się wtedy z
pomysłu ze względu na opór społeczny i odłożyło inwestycję na
przyszłość.
Dziś nad brzegiem Odry wije się ścieżka pieszo-rowerowa powstała w
ramach projektu „Odra uRzeka”, którą szczyci się miasto. Obecny
wiceprezydent Opola Krzysztof Początek pytany o plany zagospodarowania
drugiego brzegu roztacza wizję serii koncertów u nabrzeża rzeki, czy
kina pod gwiazdami. Docenia w ten sposób potencjał
rekreacyjno-wypoczynkowy tego terenu. Problem w tym, że gdyby nie
zdecydowana postawa organizacji pozarządowych sprzed dwóch lat, to dziś w
tym miejscu znajdowałby się wielki „betonowy potwór”. Pytany o
aktualność planów powstania w tym miejscu parkingu wiceprezydent nabiera
przysłowiowej wody w usta i zmienia temat rozmowy.
Jak jest, jak być powinno
Podsumowując, można wymienić typowe problemy związane z procesem
konsultacji społecznych. Po pierwsze sposób informowania mieszkańców
jest nieefektywny i nie spełnia założeń rzetelnej informacji. Materiały
prezentowane przez urzędników są niepełne, najczęściej ogólnikowe,
streszczone w języku niespecjalistycznym, bez wskazania rozwiązań
alternatywnych. Istotną kwestią jest również czas prowadzonych
konsultacji społecznych, często niedogodny i zbyt krótki. Brakuje
również sygnału zwrotnego dotyczącego efektów konsultacji oraz przyczyn
odrzucenia zgłaszanych propozycji. Co ważne, same organizacje
pozarządowe niechętnie uczestniczą w procesie dialogu społecznego,
prawdopodobnie nieświadome wagi ich głosu. Bo władze Opola na każdym
kroku podkreślają, że liczą się ze zdaniem mieszkańców, a słabe strony
konsultacji społecznych są spowodowane niewielkim zainteresowaniem i
niechęcią współpracy z administracją.
I tak, z jednej strony potrzebna jest realna wola współpracy
ratusza, a z drugiej potrzeba poczucia wśród mieszkańców, że ich głos ma
znaczenie. Warto w tym przypadku podpatrywać pozytywne przykłady
dialogu społecznego w innych miastach Polski. Wiążą się one z
usprawnieniem i uatrakcyjnieniem procesu konsultacji społecznych.
Na gruncie opolskim pożądana byłaby profesjonalna strona
internetowa, wypełniona szeregiem wyczerpujących informacji. Na takiej
platformie mieszkańcy Opola na bieżąco monitorowaliby stan
interesujących ich konsultacji społecznych i dowiadywali się o nowych
próbach nawiązania dialogu na innych płaszczyznach. Dobrym przykładem
jest tutaj multimedialny i interakcyjny sposób prowadzenia witryny www.dialogspoleczny.krakow.pl
Istotną kwestią jest stworzenie w Opolu regulaminu konsultacji
społecznych, omawiającego wszystkie kwestie związane z tym procesem.
Istnieje co prawda regulamin dialogu społecznego, ale dotyczy on tylko
aktów prawa miejscowego oraz wyłącznie organizacji pozarządowych w
rozumieniu ustawy (tak jest w przypadku inicjatywy lokalnej, czy
projektu corocznej współpracy ratusza z trzecim sektorem). Pozytywnym
wzorcem może być tutaj Sopot. Jak pisze Marcin Gerwin na stronie
internetowej Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej: „Chodzi przede wszystkim o
to, aby było jasno określone: kto może ogłaszać konsultacje, jak
powinny być one przeprowadzane oraz w jaki sposób powinien być wyłaniany
ich wynik, aby można było je uznać za ważne. Czy możemy, na przykład,
uznać za ważne takie konsultacje, o których mieszkańcy w ogóle nie
dowiedzieli się, że się odbywają? No, nie…”. Dlatego w Sopocie proponują
w regulaminie tzw. pakiet minimum, obowiązujący w przypadku każdych
konsultacji i obejmujący: informację na stronie urzędu miasta,
newsletter do mieszkańców, plakaty, ulotki w punkcie informacyjnym i
komunikat prasowy dla mediów. Według planów konsultacje nie mogłyby być
ogłaszane z dnia na dzień, ale co najmniej 14 dni przed ich zaplanowaną
datą i jeżeli odbywają się w dzień powszedni, to nie mogą zaczynać się
wcześniej niż o godz. 17.30 i nie później niż o godz. 19.
Artykuł powstał w ramach realizacji projektu „Centra Wsparcia
NGO projekt długofalowej pomocy dla organizacji pozarządowych”, projekt
współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu
Społecznego.
Niniejszy artykuł został opublikowany dzięki pomocy finansowej
Unii Europejskiej. Za treść tego dokumentu odpowiadają autorzy, poglądy
w nim wyrażone nie odzwierciedlają w żadnym razie oficjalnego
stanowiska Unii Europejskiej.
Śródtytuły pochodzą od redakcji ngo.pl.
Piotr Zapotoczny






wstecz